|
Jak
odczytać swoje powołanie?
Komunizm upadł, a ja pozostałem sam bez wykształcenia,
które zapewniło by mi jako takie życie. I powiedziałem sobie w sercu to
samo gdy wstępowałem do zakonu: "Panie Boże, jeśli Ty mnie prowadzisz
tak zawiłymi drogami, to prowadź dalej - Tobie zaufałem". Wtedy zaczęły
się dziać wielce dziwne rzeczy - odtrącenie rodziny i pojawienie się wielu
obcych mi ale zarazem życzliwych ludzi. Pan Bóg mnie prowadził w tak rożne
światy, środowiska, że sam się dziwię, jak On to robi, aby doprowadzić swoje
plany do skutku. Pan Bóg posyłał mnie w miejsca, gdzie kapłan nie miał najmniejszych
szans na dotarcie.
 |
 |
| Pociechy
udziela niebo, od ludzi oczekuje się pomocy |
|
 |
Trafiałem do środowisk bez Boga, moimi kolegami
byli ateiści, zagubieni, niewierzący i wrogo nastawieni do Boga i Kościoła
ludzie. Nigdy nie kryłem, że byłem zakonnikiem. I to budziło w nich zainteresowanie.
Zadawali pytania, tysiące pytań - otwierali się przede mną jak przed spowiednikiem
często powodując moje zażenowanie i brak słów. I wtedy dopiero zrozumiałem,
że
Pan Bóg miał wobec mnie przewrotny plan
posłał mnie tam, gdzie inni nie idą. Przygotował mnie w zakonie, dał
wykształcenie i wiedzę, ukształtował charakter i psychikę po to, by mnie
z tej szkoły życia (jak ją to sobie w duchu nazywałem "szklarnią
św. Ignacego") wyrwać i przesadzić tam gdzie Bóg jest, ale Go nikt
nie chce albo nikt nie dostrzega. Stało się to w 1990 roku gdy nasz kraj
przechodził wielką transformację, gdy miliony ludzi straciły orientację
w otaczającym świecie a wielu uległo nagłemu zachłyśnięciu się wolnością.
I nie jest łatwo być zakonnikiem. Tak samo nie jest łatwo teraz być katolikiem.
Nie wybrałem lekkiego życia - jest ono ciężkie i w zakonie i w życiu świeckim.
I tu i tam trzeba dawać świadectwo wiary, trzeba być wiernym ślubom złożonym
Bogu. Tu i tam trzeba cos z siebie dać, aby nasze działanie było na większą
Chwałę Boga.
Dla mnie życie w zakonie jezuitów czy zakonie małżeństwa nie ma zasadniczych
różnic poza zewnętrzną ornamentyką. I tu i tam są pokusy przeciwko ślubom
złożonym Bogu. I tu i tam trzeba zachować ślub czystości, ubóstwa i posłuszeństwa.
Teraz jestem posłuszny żonie i dziecku, jestem wierny żonie, teraz wszystko
co zarobię nie jest moje tylko mojej całej rodziny. Nie ma żadnej zasadniczej
różnicy. Ale moje powołanie jakie odczytałem ma swój sens: kiedy rozmawiam
jako świecki z kapłanami - nie mogą mi powiedzieć, że nie rozumiem ich.
Kiedy ksiądz nie przygotował się do kazania i ja po Mszy św. idę do niego
aby mu to powiedzieć, to on wie, że nie mówię tego bez przyczyny czy z
chęci pokłócenia się z nim. Kiedy przychodzi do mnie mój kolega - np.
zakonnik z własnymi problemami (co się zdarza) czy ateista i antyklerykał
- to staram się im obu pomoc tak samo.
 |
 |
| |
| By
rozmiłować się w duszy, Bóg nie patrzy na jej wielkość, lecz
na głębię jej pokory (św. Jan od Krzyża) |
|
Jeśli ktoś dyszy nienawiścią do Boga czy Kościoła
- słucha mnie i jestem w stanie mu coś przekazać, co go choć trochę zmienia
bo wie, że "kiedyś byłem po drugiej stronie Kościoła". Przez
mój dom przewinęło się sporo ludzi. Pan Bóg zatroszczył się nawet o to,
aby moja żona była mi pomocna (a ja jej) - jest psychologiem. Mogę z czystym
sumieniem powiedzieć, że realizuje swoje powołanie - czy dobrze, to już
osądzi Bóg i ludzie. Jedno jest pewne - każdy z nas został stworzony przez
Boga i On każdemu z nas przeznaczył miejsce i zadanie, które nikt za nas
nawet Anioł Stróż nie jest w stanie zrealizować.
Pytasz jak odczytać swoje powołanie? Ja je poznałem
po targających mną przeróżnych uczuciach, wewnętrznych pocieszeniach i
strapieniach. Tam gdzie pojawiał się spokój ducha - tam wyczuwałem niewidzialna
rękę Boga, a tam gdzie czułem niepokój - zastępował mi on znak STOP-u.
Często z dziecięcą naiwnością rzucałem się do przodu i dawałem się Bogu
prowadzić. I On mnie wiódł na sobie tylko znane szlaki dla mnie wciąż
odkrywane na nowo. Nikt za Ciebie decyzji nie podejmie, ale wiedz, że
Bóg prowadzi każdego człowieka rożnymi drogami. Tak jak nie ma dwóch takich
samych ludzi, tak nie ma dwóch takich samych dróg życia. Módl się i rozważaj,
gdzie Ciebie Bóg chce. I nie zadręczaj się jakimiś przeszkodami. Drugi
człowiek nigdy nie jest przeszkodą - zawsze jest pomocą, jest takim aniołem
stawianym nam przez Boga na naszej drodze, przyjacielem i drogowskazem.
Może ja zostałem tylko po to stworzony, aby teraz napisać do Ciebie ten
list i by go inni też przeczytali? Nie wiem. Pewność i spokój ducha uzyskamy
dopiero po śmierci. Idźmy tam gdzie popycha nas Bóg i ufajmy, że idziemy
w dobra stronę.
|