|
Jak odczytać swoje powołanie?
Mój problem natury duchowej jest następujący: Czy w życiu każdego
człowieka zdarza się chwila, kiedy musi sobie odpowiedzieć jakie jest
jego właściwe powołanie? Może niektórzy jakoś od razu są dojrzali do określenia
czy są powołani do małżeństwa, czy do kapłaństwa. Ja miałem tego typu
wątpliwości przez dłuższy czas, nie wiem czy to normalne; w końcu doszedłem
do wniosku, że chyba jednak Pan Bóg powołuje mnie do tego, abym służył
mu w życiu jako mąż i ojciec. Jakiś czas temu poznałem wspaniałą dziewczynę,
z którą chcę związać swoje życie. Czasami jednak obawiam się, że Pan mógłby
mnie powołać do innego stanu, że mógłbym nie spełnić woli Pana co do mojego
powołania, że brak by mi było siły... Targają mną myśli czy jednak postępuję
właściwie, bowiem, co będzie z moim życiem, jeśli niewłaściwie odczytam
swoje powołanie dane od Najwyższego?
 |
 |
| |
| Boże
nie proszę Cię by wszystko stało się jasne lecz nie chciej,
żebym umierał w zamęcie (Janusz St. Pasierb) |
|
Każdy człowiek dochodzi w życiu do pewnego punktu,
gdzie musi zdecydować w jaki sposób i jaką drogą ma realizować swój cel
życia. Przyznam, iż jakiś czas biłem się z myślami czy nie powinienem
odpowiedzieć na Twoje pytanie. I po chwili modlitwy wydaje mi się, że
powinienem to uczynić.
Ja na szukanie odpowiedzi (jakie mam powołanie, jakie plany wobec mnie
ma Pan Bóg) poświęciłem 8 lat ze swojego życia. Byłem kiedyś zakonnikiem.
Spędziłem w zakonie jezuitów 8 wspaniałych lat. Po pierwszym roku teologii
wystąpiłem z zakonu. Później założyłem rodzinę - jestem już mężem i ojcem
rodziny... Mam wspaniałego syna i codziennie dziękuję Bogu, że powiódł
mnie taką dziwną drogą. Moja odpowiedź będzie trochę osobista - podzielę
się z Tobą własnymi myślami.
Pan Bóg jest wspaniały, każdemu z nas znalazł miejsce i zadanie do wypełnienia,
zaś drogi jakimi nas prowadzi nie są drogami prostymi. Pan Bóg zna nas
lepiej niż my samych siebie. Ja przed wstąpieniem do zakonu byłem nieznośnym
człowiekiem o ciężkim charakterze (teraz może jestem trochę lepszy).
Zakon mnie ukształtował
zmienił, dał formację i wychował (czy dobrze, to już pewnie ocenią inni,
ale ja z odebranego wykształcenia i formacji jestem Bogu i zakonowi wdzięczny).
Miałem 19 lat kiedy miałem podjąć ten wybór - jaką drogą pójdę. Wybrałem
zakon, rozstałem się wtedy z moją dziewczyną. Bardzo solidnie podszedłem
do mojego powołania. Ale pewnego dnia poczułem w swoim sercu, że już przeszedłem
jakiś ważny etap w moim życiu. I tak jak decyzję o wstąpieniu do zakonu
podejmowałem długo tak i decyzję o wystąpieniu podejmowałem tak samo długo.
Omodliłem ją i omówiłem z moim spowiednikiem. Przeznaczyłem też na to
moje coroczne trzydniowe rekolekcje ignacjańskie, które poświęciłem na
dokonanie wyboru zgodnego z wolą Boga. I doszedłem do przeświadczenia,
pewności, że Pan Bóg ma dla mnie inne plany. Zostawiłem w zakonie wszystko
to co tam miałem: wspaniały księgozbiór, szatę zakonną, przyjaciół i kolegów,
wspaniale akwarium, które było moją małą radością i wyszedłem w życie
tak jak przyszedłem do zakonu - z dwiema torbami z rzeczami osobistymi,
skromnym kieszonkowym i zupełnie inną rzeczywistością.
| |
|
 |
|