strona główna
Thomas Merton

Mistrz Eckhart

Duchowość

Szukającym drogi

Księga gości

Linki polecane





W poszukiwaniu prawdziwej wolności

Ciężar sprzeczności coraz bardziej będzie jednak narastał i dawał się Mertonowi we znaki, taką oto notką zaznaczając się w diariuszu: "Weźmy na przykład pod uwagę liczne odwiedziny w pustelni. Nie mogę całkowicie położyć kresu wizytom, ale muszę w jakiś sposób zmniejszyć ich liczbę, zgadzając się tylko na te, które będą naprawdę niezbędne i odległe od siebie w czasie".

Ostrożność, jaka towarzyszy w marcu 1968 roku Mertonowi przy zastanawianiu się nad wydaniem Ślubu konwersacji, świadczy, że problem zbyt częstych odwiedzin nie został rozwiązany. Pustelnik z Gethsemani w liście do Noami Burton Stone, pełniącej funkcję jego doradcy wydawniczego, opowiada się za wstrzymaniem wydania tej książki: "ponieważ za dużo w niej szczegółów o pustelni i tym podobnych rzeczy. Sęk w tym, że ludzie tu przyjeżdżają - tłumaczy - i odnajdują ją. Przybywa ich coraz więcej. Od pewnego czasu muszę ich odpędzać".

Problem "nieproszonych gości" jest jednym z czynników, które zaważyły w kwestii kolejnych podróży Thomasa Mertona. Nazywając go "pustelnikiem podróżującym" mamy na uwadze głównie trzy dalsze jego wyprawy z roku 1968 związane z misją znalezienia miejsca na doskonalszą samotnię. Chodzi o majowy pobyt w Kalifornii i w Nowym Meksyku, wrzesień i początek października spędzony na Alasce oraz podróż azjatycką. Poza tym w związku ze słabym stanem zdrowia bardzo często bywał Merton w pobliskim Louisville. Kilkakrotnie odwiedził też Lexington, a w czerwcu 1964 roku na spotkanie z Suzukim udał się do Nowego Jorku.

Wierność Gethsemani


W tym miejscu poruszyć należy sprawę jego wierności Gethsemani, a w szerszym rozumieniu, wierności swemu powołaniu jako trapisty. Wyprawy Mertona mogą bowiem skłaniać do powątpiewań w jego monastyczną wiarygodność. Przecież jednym z pięciu ślubów regulujących życie trapisty jest profesja stałości miejsca.

Opactwo w Gethsemani

Po pierwsze powiedzieć trzeba, że Merton poszukując lokum na nową pustelnię, nie czynił tego tylko w swoim własnym imieniu. Nie był jedynym w Ameryce trapistą skłaniającym się ku życiu bardziej samotniczemu. Z ewentualnie powstałej pustelni, czy zespołu pustelni, mieliby korzystać również inni mnisi.

Ten wspólnotowy charakter misji był wyraźnie obecny w jego poczynaniach już od lat. We wrześniu 1964 roku w liście do opata generała proponuje powołanie komisji do zastanowienia się nad kształtem amerykańskiej pustelni trapistów. Opat generał aprobuje wtedy tę myśl i wskazuje, że dobrym miejscem na zrealizowanie pomysłu może być sam teren należący do Gethsemani. Nadzieje na zorganizowanie zespołu eremów zaczyna wiązać Merton z dziką "doliną Edelina" leżącą w pobliżu opactwa. Niestety jego piękne plany odnośnie do posiadłości Edelina nie wykroczyły poza sferę rozważań teoretycznych, a może powiedzieć trzeba, sferę marzeń. Jako że przez długi czas przełożeni nie godzili się na ideę zorganizowania większej pustelni położonej gdzieś dalej od Gethsemani, musiał zadowalać się tym, co już miał - swoim eremem na Mount Olivet.

Problem monastycznej wierności

Mertona sprowadza się w gruncie rzeczy do sprawy zakonnego posłuszeństwa, któremu podlegał. Jego wyjazdy poza Gethsemani, a także często krytyczne wyrażanie się o przełożonych, mogą wprowadzić pewną niejasność w tej kwestii. Tymczasem, pośród wielu niesfornych wypowiedzi, mocnego zaznaczania swoich odmiennych, od zdań przełożonych, sądów, postulowania, by na nowo przemyśleć ideę zakonnej subordynacji - w istocie, choć czasem sporo go to kosztowało, Merton nigdy nie złamał ślubu posłuszeństwa! Oczywiście przymykamy oko na jedną czy drugą rozmowę telefoniczną wykonaną bez wiedzy przełożonych.

P. HART, ostatni sekretarz Mertona, sądzi, że sprawa posłuszeństwa została źle przedstawiona np. w biografii Mertona napisanej przez Monice Furlong. Najprawdopodobniej autorka zbyt reprezentatywnie potraktowała relację Merton - Dom James, która naznaczona była po prostu osobistą antypatią, zresztą zupełnie nie ukrywaną, przez obu zakonników.

Do niełatwych prób, które musiał przejść, należy chociażby ograniczanie jego działalności pisarskiej przez opata generała Dom Gabriela Sortaisa, czy brak zgody na udział Mertona w różnych imprezach, na które był zapraszany. Dom James nie godził się między innymi na ewentualną podróż do Azji.

Dwie przemiany wpłynęły na to, że po latach oczekiwania myśl, o jakiejś dalszej podróży mogła liczyć na praktyczny finał.

Pierwsza, to słynne "aggiornamento" Soboru Watykańskiego II. Obejmując również sferę życia monastycznego, soborowe "przystosowanie" zwiększyło między innymi swobodę w stwarzaniu mnichom określonych warunków życia w zależności od ich indywidualnych dyspozycji. Merton swoim osobistym życiowym zaangażowaniem doskonale urzeczywistnia odpowiedź na to wezwanie. W jednym ze swoich tekstów, przypominając pierwotny ideał Karmelu, wskazuje miejsce dla wspólnoty eremitów we współczesnym świecie: "Taka wspólnota mogłaby się zaangażować w bardzo owocny dialog z intelektualistami niekatolikami, z myślicielami Wschodu, a artystami i filozofami, z uczonymi i politykami, ale na poziomie bardzo prostym, źródłowym, pierwotnym, chociaż w pełni znajomości problemów naszych czasów".

Merton we właściwy sobie sposób przywita soborową przemianę: "Są już za nami czasy, kiedy mnich musiał odejść z klasztoru, by wypełnić swe zakonne powołanie".

W zdaniu tym wyraził prawdę również o swojej własnej historii. Bo jego osobiste powołanie choć skierowało go na drogi bardzo odległe od macierzystego opactwa, nigdy nie doprowadziło do tego, że przestał być trapistą. Co więcej, nigdy nie przestał przedstawiać siebie jako "mnicha z Gethsemani".

R.R. Ruether, z którą Merton w ostatnich latach swego życia utrzymywał dość intensywną korespondencję, jest przekonana, że rozpoczynał on w swoim życiu kolejny etap, nacechowany jakimś nowym pojmowaniem monastycyzmu i że według wyobrażeń Mertona etap ten miał się spełniać wciąż w kontekście życia zakonnego, choć może nie w dotychczasowym rozumieniu związku z Gethsemani.

Na punkcie tego swojego statusu Merton był bardzo czuły, ponieważ krążyło wiele nieodpowiedzialnych opinii na temat jego rzekomego zamiaru zerwania ślubów, które łączyły go z klasztorem w Kentucky. To prawda, że jego podróże związane były z poszukiwaniem miejsca nadającego się na pustelnię, w której mógłby osiąść, ale jednocześnie nigdy nie przestawał podkreślać nierozerwalności swojego związku z Gethsemani. W jednym z listów z azjatyckiej podróży Merton pisze do swego sekretarza: "Powtarzaj, proszę, wszystkim, że jestem mnichem z Gethsemani i że mam zamiar nim pozostać do końca swoich dni (Dziennik Azjatycki)

Przyzna nawet, że perspektywa jaką uzyskał, oddalając się od Kentucky, pomogła mu na nowo spojrzeć na rodzime opactwo i docenić walory tego miejsca. "To mój klasztor, i to, że przebywam z dala od niego, pomogło mi popatrzyć na niego z perspektywy i tym mocniej go pokochać".

Podróż do Azji

Drugą zmianą, która - już jako bardziej bezpośrednia przyczyna - uwarunkowała wyprawy Mertona, było objęcie urzędu opata Gethsemani przez Dom Flawiana Burnsa w styczniu 1968 roku.

Nowy opat, nie tylko ze spokojem godził się na propozycje sławnego mnicha, ale sam mając pustelnicze upodobania, patronował sprawie znalezienia miejsca na nowy erem. W ostatnim roku swego życia Merton odbywa więc trzy podróże.

Do pierwszej dochodzi już w niespełna cztery miesiące od objęcia rządów przez Burnsa. Merton od 6 do 20 maja przebywa, najpierw w klasztorze cysterek pod wezwaniem Najświętszej Maryi Panny z Redwoods w Eurece, w Kalifornii, a następnie w stanie Nowy Meksyk odwiedza benedyktyńskie opactwo Chrystusa na Pustyni w Chama Canyon, w Abiąuiu. Wraca do Kentucky urzeczony dziewiczą okolicą Needle Rock i Bear Harbor w Kalifornii, ale nie przywozi ze sobą żadnej decyzji, która stanowiłaby coś o nowej pustelni.
Ponownie opuszcza Gethsemani we wrześniu, odpowiadając na zaproszenie biskupa T. Ryana z Anchorage na Alasce. Głównym celem pobytu (od 18 września do 2 października) na tym półwyspie było poprowadzenie seminarium dla zakonnic klasztoru Przenajświętszej Krwi Jezusa. Zwiedzając okolice, między innymi Yakutat i Dillingham, Merton rozgląda się za miejscem dogodnym na pustelnię. Wynik rozpoznania okaże się o tyle zadowalający, że odtąd podróżujący trapista zacznie bardzo poważnie brać pod uwagę możliwość fundacji eremu na Alasce.

15 października po dwutygodniowym odpoczynku wyrusza Merton w najważniejszą swoją podróż, która okaże się zarazem jego drogą ostatnią.

Idea podróży do Azji nie należała do nowych, czytamy o niej już w notatce z września 1964 roku. Wtedy to ojciec Dumoulin z Tokio zachęca Mertona do spędzenia kilku miesięcy w Japonii, by u samych źródeł zdobyć wiedzę na temat zen. Niestety wówczas jeszcze nie było możliwe uzyskanie zgody przełożonych na tego rodzaju eskapadę.

Temat Azji wywołany zostaje ponownie zaproszeniem Mertona do udziału w Konferencji organizowanej w Bangkoku w grudniu 1968 roku przez AIM.

 
(Aide a l'Implantation Monastiąue - zespół utworzony przez francuskich benedyktynów w celu propagowania odnowy monastycyzmu).

Do wygłoszenia jednego z kluczowych referatów tej konferencji zachęca Mertona jego przyjaciel, benedyktyn Dom Jean Leclercą. Opat Gethsemani pozwala przyjąć to zaproszenie.

Podróż zaplanowana jest tak, aby, zarówno przed, jak i po spotkaniu w Bangkoku, odwiedzić liczne chrześcijańskie i buddyjskie ośrodki życia monastycznego w Azji. W planie wyjazdu przewidziany jest również udział Mertona w Pierwszej Konferencji Szczytu do Spraw Życia Duchowego sponsorowanej przez Świątynię Porozumienia, a mającej się odbyć w Kalkucie kilka tygodni przed Konferencją AIM.

Po opuszczeniu Ameryki

i tygodniowym locie (San Francisco, Honolulu, Tokio, Hongkong, Bangkok) pustelnik z Gethsemani ląduje w Kalkucie, gdzie przebywa od 19 do 27 października. Następnie, po kilku dniach wizyty w New Delhi, prawie cały listopad (do 25) spędza Merton w Himalajach. Z kolei dwa dni gości w Madrasie i od 9 listopada do 6 grudnia na Cejlonie. 7 grudnia przybywa do Bangkoku na Konferencję, która zainspirowała całą tę azjatycką wyprawę.

W dalszych planach podróży miał między innymi odwiedzić wspólnotę Rawa Seneg w Indonezji, trapistów na wyspie Lantao u wybrzeży Hongkongu i, jako ostatnią stację wyprawy, szczególnie wyczekiwaną Japonię.

Te pierwotne zamiary w czasie pierwszej fazy podróżowania uległy pewnej modyfikacji: Merton chciał zwiększyć czas swej nieobecności w Gethsemani i powrócić dopiero w maju 1969 roku, wcześniej w Europie oglądając ośrodek buddyzmu tybetańskiego Samye Ling w Szkocji, klasztor tybetański w Szwajcarii i spotykając się z przyjaciółmi: Marco Pallisem i Johnem Driverem w Walii.

1 2 3 4 5

 

KONTAKT: Krzysztof Pałys OP | www.palys.interq.pl | e-mail: palys@interq.pl