|
Szlakiem
siedmiopiętrowej góry
To samowybielenie nie było oczywiście rozwiązaniem odpowiednim. Dopiero po dziesięciu latach życia w klasztorze Merton otwarcie skrytykuje tę ówczesną swoją psychologiczną dezercję, wcześniej uznawał wręcz zupełnie odwrotnie, że przez napisanie Dziennika mojej ucieczki od nazistów solidaryzował się z tymi, których dotknęła wojna. Nie ulega wątpliwości, że nie można było pozwolić się
porwać prądowi militarnego fermentu i zginąć gdzieś pośród odpadków świata.
W marcu 1951 roku w swoim dzienniku Merton wyzna: Wstąpienie do klasztoru
było dla mnie właśnie właściwym rodzajem wycofania się.
Decyzja o zostaniu trapistą była więc - jak to Merton rozumiał -stosowną formą wycofania się ze świata. Wydaje się jednak, że i na tej decyzji zaciążyła postawa prezentowana w Dzienniku mojej ucieczki od nazistów, że temu fizycznemu ukryciu towarzyszyło niestety i to psychiczne: wykrętne i samolubne. Dopiero po kilku trudnych latach spędzonych za murami klasztoru Merton będzie w stanie zupełnie oczyścić umysł z tego niewłaściwego uniku. Niesłuszna, gdyż nie uwzględniająca perspektywy czasowej w rozwoju samorefleksji Mertona, wydaje się opinia Jima Foresta, który - w swojej książce o nim - chwalebnie przedstawia motywy wstąpienia Mertona do Gethsemani i zbyt jednostronnie naświetla tę decyzję. Trzeba pamiętać, że wiele zrozumiał Merton dopiero w klasztorze, po długim czasie, czego dowody znajdziemy uważnie czytając jego dzienniki. Do odwrócenia się od świata To ja jestem za to wszystko odpowiedzialny. Moje grzechy to zrobiły. Hitler nie jest jedynym sprawcą tej wojny - i ja się do niej przyczyniłem. Tak wyznaje Merton w autobiografii. Można jednak ze słusznym powątpiewaniem pytać o autentyczność tego z pewnością wielkiego wyznania. Najprawdopodobniej wypowiedź tę należy potraktować raczej jako przejaw "myślenia życzeniowego", które towarzyszyło Mertonowi we wczesnym okresie życia, w czasie jego nawrócenia. Dużo bardziej wiarygodnie brzmi podobnie nacechowane zdanie, wypowiedziane w Znaku Jonasza, dzienniku pisanym po latach już w klasztorze: Być może to, co mnie oburzało w świecie, to były moje własne ułomności, które rzutowały na niego.
Musiało bowiem upłynąć sporo czasu zanim Merton jako
mnich rzeczywiście dorósł do tego formatu odpowiedzialności. Decyzję tę, inaczej na rzecz spoglądając i posługując
się tytułem angielskiego wydania Siedmiopiętrowej góry, można nazwać "wyborem
milczenia". W sytuacji jej autora wybór tak wyrażony jest szczególnie
ważny. Z jednej strony nosił Merton w sobie ogromne pragnienie życia w
milczeniu, z drugiej miał już za sobą historię, która zapowiadała go jako
nietuzinkowego pisarza. Pierwsze pisarskie próby podejmował już jako dziecko.
Dążenie do tego, by zostać pisarzem towarzyszyło mu przez całą młodość
i owocowało licznymi powieściami, wierszami i artykułami wychodzącymi
spod jego pióra. Wraz z przekroczeniem bramy opactwa Gethsemani historia
ta miała zostać urwana. Tak jednak się nie stało. To właśnie w klasztorze,
miejscu milczenia, dał się Merton rzeczywiście poznać jako genialny pisarz.
Sytuacja ta będzie prawdziwym, ciągnącym się latami jego osobistym problemem,
znacząco dynamizującym dalsze jego poszukiwanie własnej tożsamości.
|
|||||||||||||||||||||||||
|
||||||||||||||||||||||||||