strona główna
Thomas Merton

Mistrz Eckhart

Duchowość

Szukającym drogi

Księga gości

Linki polecane





Szlakiem siedmiopiętrowej góry

To samowybielenie nie było oczywiście rozwiązaniem odpowiednim. Dopiero po dziesięciu latach życia w klasztorze Merton otwarcie skrytykuje tę ówczesną swoją psychologiczną dezercję, wcześniej uznawał wręcz zupełnie odwrotnie, że przez napisanie Dziennika mojej ucieczki od nazistów solidaryzował się z tymi, których dotknęła wojna.

Nie ulega wątpliwości, że nie można było pozwolić się porwać prądowi militarnego fermentu i zginąć gdzieś pośród odpadków świata. W marcu 1951 roku w swoim dzienniku Merton wyzna: Wstąpienie do klasztoru było dla mnie właśnie właściwym rodzajem wycofania się.

 
Centrum Mertonowskie w Louisville (International Thomas Merton Society).

Decyzja o zostaniu trapistą była więc - jak to Merton rozumiał -stosowną formą wycofania się ze świata. Wydaje się jednak, że i na tej decyzji zaciążyła postawa prezentowana w Dzienniku mojej ucieczki od nazistów, że temu fizycznemu ukryciu towarzyszyło niestety i to psychiczne: wykrętne i samolubne. Dopiero po kilku trudnych latach spędzonych za murami klasztoru Merton będzie w stanie zupełnie oczyścić umysł z tego niewłaściwego uniku.

Niesłuszna, gdyż nie uwzględniająca perspektywy czasowej w rozwoju samorefleksji Mertona, wydaje się opinia Jima Foresta, który - w swojej książce o nim - chwalebnie przedstawia motywy wstąpienia Mertona do Gethsemani i zbyt jednostronnie naświetla tę decyzję. Trzeba pamiętać, że wiele zrozumiał Merton dopiero w klasztorze, po długim czasie, czego dowody znajdziemy uważnie czytając jego dzienniki.

Do odwrócenia się od świata

autora Siedmiopiętrowej góry na pewno przyczynił się fakt, iż przyczynę wojny Merton upatrywał w grzechu. I, jak napisze, nie chodziło tutaj o jakiś ogólny grzech ludzkości, ale o konkretne grzechy, w tym i jego własne.

To ja jestem za to wszystko odpowiedzialny. Moje grzechy to zrobiły. Hitler nie jest jedynym sprawcą tej wojny - i ja się do niej przyczyniłem.

Tak wyznaje Merton w autobiografii. Można jednak ze słusznym powątpiewaniem pytać o autentyczność tego z pewnością wielkiego wyznania. Najprawdopodobniej wypowiedź tę należy potraktować raczej jako przejaw "myślenia życzeniowego", które towarzyszyło Mertonowi we wczesnym okresie życia, w czasie jego nawrócenia. Dużo bardziej wiarygodnie brzmi podobnie nacechowane zdanie, wypowiedziane w Znaku Jonasza, dzienniku pisanym po latach już w klasztorze: Być może to, co mnie oburzało w świecie, to były moje własne ułomności, które rzutowały na niego.

Nawrócenie, które musiało pociągnąć za sobą odrzucenie grzechu łączył więc Merton z odwróceniem się od świata, który właśnie z grzechem identyfikował.

Musiało bowiem upłynąć sporo czasu zanim Merton jako mnich rzeczywiście dorósł do tego formatu odpowiedzialności.

Nawrócenie, które musiało pociągnąć za sobą odrzucenie grzechu łączył więc Merton z odwróceniem się od świata, który właśnie z grzechem identyfikował. W nawróceniu tym nie ustrzegł się jednak pewnego błędu istotnego dla przebiegu jego dramatu tożsamości. Odwrócenie się od własnego grzechu - skądinąd konieczne w "metanoi" - w jego przypadku sprzężone z całkowitym odwróceniem się od świata, przybrało postać długotrwałego, skwapliwego, pochłaniającego wiele energii i ostatecznie jednak bezskutecznego wysiłku ukrywania części prawdy o sobie samym. Tej części, którą najtrudniej przychodziło akceptować wybielonemu, narcystycznemu "ja". Trochę więc usprawiedliwiając się notabene słusznym przekonaniem, że jeden człowiek zostając świętym, może uczynić dla świata bardzo wiele, dokonuje Merton wyboru życia trapisty.

Po rekolekcjach spędzonych w Gethsemani zanotuje: Ci ludzie, ukryci w anonimowości swego chóru i swoich białych habitów, robią dla swego kraju to, czego żadna armia, żaden kongres, żaden prezydent jako taki

nie mogą zrobić

Decyzję tę, inaczej na rzecz spoglądając i posługując się tytułem angielskiego wydania Siedmiopiętrowej góry, można nazwać "wyborem milczenia". W sytuacji jej autora wybór tak wyrażony jest szczególnie ważny. Z jednej strony nosił Merton w sobie ogromne pragnienie życia w milczeniu, z drugiej miał już za sobą historię, która zapowiadała go jako nietuzinkowego pisarza. Pierwsze pisarskie próby podejmował już jako dziecko. Dążenie do tego, by zostać pisarzem towarzyszyło mu przez całą młodość i owocowało licznymi powieściami, wierszami i artykułami wychodzącymi spod jego pióra. Wraz z przekroczeniem bramy opactwa Gethsemani historia ta miała zostać urwana. Tak jednak się nie stało. To właśnie w klasztorze, miejscu milczenia, dał się Merton rzeczywiście poznać jako genialny pisarz. Sytuacja ta będzie prawdziwym, ciągnącym się latami jego osobistym problemem, znacząco dynamizującym dalsze jego poszukiwanie własnej tożsamości.

1 2 3
 

 

KONTAKT: Krzysztof Pałys OP | www.palys.interq.pl | e-mail: palys@interq.pl