|
Jestem
człowiekiem XIV wieku
Satori
- oświecenie, przebudzenie, przebłysk ostatecznego zrozumienia istoty
rzeczy. W buddyzmie zen jest to synonim oświecenia, jakiego doświadczał
Budda i stał się "przebudzonym" z niewiedzy.
Sunyata - pustka. Glówna filozoficzna idea buddyzmu, głosząca
że żadnej z rzeczy tego świata nie przysługuje absolutny, autonomiczny
byt. Istnieją one tylko względnie, jako elementy płynącego nieustannie
potoku zdarzeń.
|
|
| |
Spośród wielu religii Wschodu buddyzm dostarczył
Trapiście specyficzny "język", w którym mógł on wyrazić własne,
duchowe doświadczenia. Kiedy Merton dojrzał do pełni wiary, kiedy już głęboko
uczestniczył w doświadczeniu Krzyża Chrystusowego, tradycyjne formuły przestały
wyrażać intensywność jego chrześcijańskich przeżyć. Pewne pojęcia buddyjskie,
na przykład "satori" czy "sunyata", pomogły mu wyrazić
jego coraz bardziej mistyczne rozumienie natury rzeczywistości i Boga. W
dyskusjach z Dalaj Lamą na temat kontemplacji i sunyaty Trapista potwierdził
swą potrzebę medytacji wolnej od pojęciowania, czyli od rozumowego przedstawiania
sobie obrazu Boga.
W liście skierowanym w lutym
1966 roku do Abdula Aziza Merton zawarł najbardziej rozwinięty opis swej
osobistej praktyki medytacji, w którym posłużył się specyficzną terminologią
duchowości wschodniej. Mnich z Gethsemani zwierzył się swemu przyjacielowi,
że jego modlitwa polega na całkowitej "uważności" ["mindfulness"]
i "trwaniu" przed Bogiem, bez wyobrażania sobie czegokolwiek czy
tworzenia w umyśle jakiegokolwiek obrazu Boga - ponieważ byłoby to rodzajem
idolatrii. Trapista nazywa swą modlitwę "rodzajem pochwały wytryskującej
na zewnątrz ze środka Nicości [Nothing] i Ciszy [Silence]". Doskonałe
zjednoczenie człowieka z Bogiem Merton nazywał "iluminacją mądrości".
Zdobyć tę mądrość [sapientia, sophia], którą wyrażał także terminem buddyjskim
"prajna", oznaczało dla niego wniknąć w głąb rzeczywistości i
pojąć sens własnego istnienia. Trapista posługiwał się niekiedy terminem
"awidya", wyrażającym niewłaściwą relację człowieka do świata
i rzeczy, polegającą na fałszowaniu rzeczywistości i zużywaniu wielkich
ilości energii, aby uzasadnić ów fałszywy pogląd człowieka na świat i swoje
w nim miejsce. "Awidya" była dla Mertona pojęciem zbliżonym do
chrześcijańskiego wyrażenia "grzech pierworodny". Mnich z Gethsemani
w swych szczegółowych poglądach używał innych jeszcze terminów buddyjskich,
które próbował stosować do opisu swych przeżyć religijnych.
Buddyzm i hinduizm zaproponowały Mertonowi w jego duchowej wędrówce pewne
techniki stosowane podczas modlitwy i medytacji. Starożytne źródła buddyjskiej
psychologii religii oraz trafność wielu jej spostrzeżeń i obserwacji skłoniły
Trapistę do akomodowania niektórych wschodnich ćwiczeń. Monica Furlong twierdzi,
że w ciągu dnia Merton wymagał od siebie, oprócz modlitwy, medytacji i duchowej
lektury, przeprowadzenie ponadto "pewnej ilości ćwiczeń jogi i eksperymentów
zen". Nie wiadomo jednak dokładnie jakie ćwiczenia Trapista stosował,
ponieważ nigdy nie pisał on, ani nie mówił o tym otwarcie.
Jedną z nielicznych wzmianek o stosowaniu wschodnich
technik podczas modlitwy zamieścił Merton w Domysłach współwinnego widza.
Opowiada w niej o swej obecności na pewnej bardzo nudnej konferencji teologicznej.
By nie marnować czasu - pisze Merton - usiadłem zachowując prostą postawę
i zacząłem oddychać według systemu jogi. Pięć czy sześć razy pranayama.
Kilka solidnych oddechów. Potem skoncentrowałem się na strumieniu powietrza,
który wchodził w moje nozdrza i wędrowałem za nim wgłąb płuc tam i z powrotem.
Dzięki temu czas upłynął
dość bezboleśnie...
|
Obszerne wyjaśnienie na czym
polega "modlitwa Jezusowa" podaje G. A. MALONEY,
Modlitwa serca, pisze o niej również T. MERTON, Modlitwa kontemplacyjna, |
Modlenie się w rytm własnego oddechu jest techniką
stosowaną w tzw. "modlitwie Jezusowej", bardziej znanej w chrześcijaństwie
wschodnim.
Zachowała się nawet jedna z zarejestrowanych na taśmie konferencji Mertona,
dająca dość szczegółowe wyjaśnienie "modlitwy Jezusowej". O. Ludwik
podkreślił w niej, że mówi o tej technice, opierając się na własnym doświadczeniu.
Jak zauważa Michael Mott - najbardziej wyraźną wzmiankę o wykorzystaniu
technik buddyzmu w osobistej modlitwie uczynił Merton wobec Johna Balfoura,
czekając na samolot w listopadzie 1968 roku w indyjskim porcie lotniczym
Bagdora. Mnich z Gethsemani powtórzył wtedy kilkakrotnie, jak bardzo buddyjskie
techniki medytacyjne przyczyniły się do wzmocnienia jego chrześcijańskich
praktyk.
Życie religijne Mnicha z Gethsemani oprócz akomodacji swoistej nomenklatury
buddyjskiej i pewnych orientalnych technik medytacyjnych, inspirowane było
także samotnością, tak bardzo charakterystyczną również dla życia mistrzów
Wschodu. Trapista pojmował samotność jako "drogę do siebie, drogę do
Boga", a we wstępie do wyboru apoftegmatów Ojców Pustyni Merton napisał,
że mnisi chrześcijańscy mieli wiele wspólnego z indyjskimi joginami oraz
buddyjskimi mnichami zen z Chin i Japonii, kiedy udawali się na samotnię,
by tam odnaleźć swoją własną, prawdziwą naturę. Również Merton kroczył tą
starożytną drogą samotności, która do tego stopnia rozbudziła w nim potrzebę
jeszcze większej ciszy i medytacji, że kiedy udawał się do Azji, poleciał
najpierw do New Mexico, na Alasce, a później przebywał na wybrzeżu kalifornijskim,
gdzie szukał dogodnego miejsca do założenia pustelni. Trapista miał świadomość,
że jest jednym z tych ludzi, którzy zawsze byli obecni we wszystkich wiekach
czy kulturach, i zdecydowali się "patrzeć na życie z punktu widzenia
samotności i odosobnienia".
 |
|
 |
|