|
Oddziaływanie
wschodu
 |
 |
| |
| Chociaż to może
być pełny rozkwit przyrodzonej cnoty religijności życie tych
pogańskich mnichów jest święte i pełne czystości i pokoju. (Siedmiopietrowa
góra) |
|
Zmiana w "patrzeniu"
na Wschód nastąpiła jednak dosyć szybko. W czerwcu 1938 roku towarzyszy
Merton swemu przyjacielowi Seymourowi Freedgood na dworcu Grand Central
w Nowym Jorku przy powitaniu hinduskiego mnicha, doktora Bramachari. Ten
ubogi mnich z klasztoru Sri Angan, położonego pod Kalkutą, przybył do
Ameryki na polecenie swego Opata w roku 1933, by reprezentować rodzimą
religijną tradycję na Światowym Kongresie Religii odbywającym się w Chicago.
W momencie spotkania z Mertonem miał on już za sobą pięcioletni pobyt
w USA, który krótko określić możemy przydawką "opatrznościowy".
W tym czasie zapraszany do różnych miejsc (stowarzyszenia, szkoły, kolegia,
kościoły protestanckie) wygłaszał Bramachari odczyty religijne i społeczne.
Osiągnął nawet, rzecz zdumiewająca, stopień doktora filozofii na uniwersytecie
w Chicago. Stąd też nazywano go "doktorem Bramachari".
Bramachari, dobry znajomy Freedgooda i jego żony, odwiedzając ich
teraz w Nowym Jorku, stanął jako pierwszy "człowiek Wschodu"
na drodze życiowej Thomasa Mertona i poważnie wpłynął na jego obraz Azji.
Kontakt z tym zupełnie otwartym i szczerym Hindusem, będącym żywym przykładem
najszczytniejszych cech "wschodniego humanizmu", stał się dla
Mertona wspaniałą lekcją trwającą kilka miesięcy. Lekcja ta, nieporównywalna
wręcz z wcześniejszym, nieudanym obcowaniem z literaturą Wschodu, zakończyła
się końcem stycznia 1939 roku, kiedy Bramachari opuścił Amerykę, by
powrócić do Indii
Kontakt z owym Hindusem istotnie wpłynął na ustosunkowanie się Mertona
do religijności Wschodu. Znajdujemy tego wyraz na kartach Siedmiopiętrowej
góry w opisie życia prowadzonego przez mnichów ze Sri Angan (aśramu Bramachariego).
Metron zaznacza tu, że chociaż to może być pełny rozkwit przyrodzonej
cnoty religijności [...] życie tych pogańskich mnichów jest [...] święte
i pełne czystości i pokoju.
Merton wciąż wzbrania się więc przed szybkim przypisywaniem religijności
wschodniej statusu życia nadprzyrodzonego, ale akceptowanie tej religijności
zaczyna być widoczne. Co więcej, stwierdzi, iż życie nią dyktowane jest
tak święte, pełne czystości i pokoju, że może stać się wyrzutem dla wielu
chrześcijańskich zakonników mających dostęp do wszelkich środków łaski.
Można by się zastanawiać w jakim znaczeniu używa tu Metron określenia
"święte". Zawsze winno ono bowiem suponować obecność Boga, który
swej świętości udziela. W koncepcji świętości według Thomasa Mertona fundamentalne
twierdzenie mówi, że Bóg jest Najwyższą Świętością i źródłem wszelkiej
świętości. Każda inna świętość poza Bogiem jest tylko udziałem w tym,
czym jest Bóg. Nie wiemy jednak na ile wyraźnie Merton pojmował tę prawdę
pisząc jako nowicjusz-trapista o życiu mnichów ze Sri Angan.
Bramachari odsłonił przed Mertonem zdrowy obraz Wschodu, pomógł przekroczyć
stereotypowe i prymitywne rozumienia. Swoją prostotą, łagodnością i cierpliwością
w stosunku do wielu dziwaków, pół-maniaków, teozofów i ekscentryków, którzy
licznie się wokół niego gromadzili, pokazał, jakby kontrastując, że jego
religia nie jest "zaprawiona" ezoteryzmem, że prawdziwe życie
duchowe może rozwijać się tylko w klimacie naturalności i spokoju, na
fundamencie zdrowego rozsądku i poszanowania człowieka.
Najbardziej zdumiewające
w spotkaniu Mertona z Bramacharim jest jednak coś innego. Oceniając życie
religijne w Ameryce, hinduski mnich bardzo dobrze wypowiada się o katolikach,
podkreśla wyjątkową żywotność wiary, jaką doświadczył w katolickich kościołach
i daje Mertonowi znamienne wskazanie. Radzi, by sięgnął do dzieł mistycznych
pisanych przez chrześcijan, szczególnie mocno nakłania do lektury Wyznań
św. Augustyna i Naśladowania Chrystusa Tomasza a Kempis. Jak zaznaczy
Merton: Bramachari nie często wyrażał się z takim rodzajem nacisku, jaki
towarzyszył tej właśnie radzie.
Podsumowując niniejszy etap rozważań, stwierdzić
należy, że w pierwszym okresie życia Thomasa Mertona wątku zen po prostu
nie było. Spontaniczne natomiast doświadczenie duchowości Wschodu w żadnym
wypadku nie położyło się jakimś cieniem na jego drodze, przeciwnie - głównie
za sprawą doktora Bramachari - współtworzyło klimat sprzyjający nawróceniu.
Znajomość z tym pokornym Hindusem przypadła bowiem na miesiące bezpośrednio
poprzedzające przyjęcie przez Mertona chrztu. Zaś jego nawrócenie, jako
odkrycie i uznanie obecności Boga, było podstawowym wydarzeniem tej pierwszej
fazy poszukiwania swojej tożsamości.
|