|
Oddziaływanie wschodu
W tekstach dotyczących pierwszego, ograniczonego
przez nas latami 1915-1945, okresu z życia Mertona nie znajdujemy żadnych
śladów, które świadczyłyby o jego zainteresowaniu zen. W poszukiwaniach
autora Siedmiopiętrowej góry zrodziło się ono zdecydowanie później.
 |
 |
| |
| Kartezjusz uczynił
fetysz ze zwierciadła, w którym "ja" ogląda siebie.
Zen rozwala je na kawałki. (Zapiski współwinnego widza) |
|
Pierwsza wzmianka o zen w dziennikach Mertona pojawia
się pod datą 24 listopada 1949 roku w związku z pobytem w Gethsemani pewnego
człowieka, który praktykował zen. Można jednak już w tym pierwszym przedziale
czasowym wskazać na kilka wydarzeń, które zaznajamiają go w ogóle z kulturą
azjatycką i w ten sposób układają się w swoistą ścieżkę podprowadzającą
do zen. Już w tym najwcześniejszym okresie znajdował się bowiem Merton
w polu oddziaływania Wschodu.
Rozpocząć należy od incydentu z jesieni 1930 roku. Wówczas to, w atmosferze
powszechnej i niespokojnej debaty wywołanej pobytem w Anglii Gandhiego,
piętnastoletni Tom w szkolnej dyskusji (uczył się wtedy w Oakham) opowiada
się po strome indyjskiego przywódcy. W przegranym głosowaniu broni prawa
Indii do politycznej i gospodarczej autonomii.
Inny, bo już nie polityczny ale religijny charakter ma następne, dokładnie
opisane w autobiografii, spotkanie Mertona ze Wschodem. Spogląda on na
mistycyzm Orientu oczami Aldousa Huxleya, czytając jego książkę Ends and
Means (Cele i środki).
Nabył ją w listopadzie 1937 roku, kiedy studiował na Uniwersytecie Columbia.
Twórczość Huxleya nie była Mertonowi obca. Pamiętał go jako jednego z
najbardziej ulubionych pisarzy swoich młodzieńczych lat. Książka Ends
and Means miała jednak inną wartość, niż te czytane wcześniej. Świadczyła,
bowiem o głębokiej przemianie duchowej Huxleya, czymś w rodzaju nawrócenia
- pozbawionego śmiesznych i naiwnych pozorów - podkreśli Merton.
Lektura tego świadectwa była dla niego znacząca, choć równocześnie wymagała
umiejętnego dystansowania się względem zbyt nihilistycznego charakteru
mistyki i etyki prezentowanej przez Huxleya. Merton wymaganiu temu sprostał,
a książka przede wszystkim uświadomiła mu, że w ogóle istnieje coś takiego
jak sfera nadprzyrodzona i że jest ona dostępna jako przedmiot konkretnego
doświadczenia, co więcej, jest to porządek niezmiernie człowiekowi bliski.
Cztery lata później w swoim dzienniku (Secular Journal -27 listopada 1941
roku) Merton przyzna, iż Ends and Means była dla niego książką niezwykle
ważną, częściowo bowiem przyczyniła się
do jego nawrócenia
Jako że Aldous Huxley wyraźnie skłaniał się ku mistycznym doświadczeniom
Orientu, zainspirowało to Mertona do uczynienia pierwszego kroku w tym
właśnie kierunku. Później napisze: najważniejszym następstwem poznania
książki Huxleya stało się jednak dla mnie przeszukanie całej biblioteki
uniwersyteckiej za dziełami o mistycyzmie Wschodu.
W następstwie z kolei spenetrowania uniwersyteckiego
księgozbioru długie godziny spędził Merton już w domu, pochylając się
nad przeróżnymi wschodnimi tekstami, we francuskim przekładzie jezuity,
O. Wiegera. Do lektury takiej nie był przygotowany. Po pośpiesznym i powierzchownym
przeczytaniu dużej ilości trudnych i różnorodnych tekstów, odkłada je
z przekonaniem, że mistycyzm jest czymś bardzo skomplikowanym i ezoterycznym.
Jedynym praktycznym owocem wyniesionym z tego poznania
się ze Wschodem było autosugestywne ćwiczenie usypiania. Merton przyznaje,
że z tej prostej metody nieraz później korzystał, choć z różnym powodzeniem.
Co najważniejsze, jawiła mu się ona na ten czas, jako paradygmat orientalnego
mistycyzmu. Wspominając ten okres napisze: Mam wrażenie, że ostatecznie
cały mistycyzm wschodni daje się sprowadzić do technicznych ćwiczeń działających
podobnie, tylko dużo subtelniej i na wyższym szczeblu. A jeżeli tak jest,
to nie jest on właściwie żadnym mistycyzmem.
Następnie wyciąga wniosek, że dla chrześcijaństwa
jest on mniej lub bardziej bezużyteczny, o ile nie niebezpieczny. Fiaskiem
kończy się więc ta pierwsza próba zaczerpnięcia przez Mertona z mądrości
mistycznej Wschodu i w efekcie mistycyzm ten nie ma dla niego wówczas
większego znaczenia.
|