|
Jonasz
i wieloryb realizmu
 |
 |
| |
| Samotność
nie jest czymś, czego masz oczekiwać w przyszłości. Raczej jest
to pogłębienie teraźniejszości i o ile nie szukasz jej w teraźniejszości,
nigdy jej nie znajdziesz. |
|
Fakty te zwykle są trudne do zaakceptowania, bo zawsze
wyznaczają człowiekowi określone granice. L. Giussani nazywając tę sytuację
"czterema ścianami", tak o tym pisze: własne przeznaczenie,
rozpoznanie własnego powołania, nasz własny sens życia wyznaczony przez
cztery mury, w których się znalazłem, przez cztery mury okoliczności,
miejsca i czasu, historii w której się znalazłem [...] On cię postawił:
wśród czterech murów, które nawet gdyby były galaktykami wszechświata,
pozostałyby zawsze czterema murami, ponieważ określone są przez relację,
która jest skończona. Cztery mury przebywania w jednym miejscu bez kruchych
i dyskusyjnych hermeneutyk, opartych zawsze na własnych myślach lub na
własnej wyobraźni. Nie o wyobraźnię jednak ani o myśl tu chodzi, chodzi
o myśl u samych jej korzeni, o zdanie sobie sprawy z rzeczywistości, i
chodzi o serce, by kochało, by do niej przylgnęło, i to wszystko.
Przytoczony tekst doskonale koresponduje z omawianym
etapem poszukiwań Mertona. W lipcu 1949 roku napisze on: drogą do świętości
jest oddać się całkowicie swojej regule i okolicznościom, w których Bóg
cię umieścił, i odkryć tajemnicę, którą jest
Jego wola
W kwietniu 1952 powie o Gethsemani: To jest kraj, gdzie
zakorzeniłeś mnie w wieczności, o Boże ziemi i nieba. To jest płonąca
ziemia obietnic, dom Boży, brama niebios, miejsce pokoju, miejsce milczenia,
miejsce walki z aniołem, a kilka miesięcy później doda wyznanie, że z
Gethsemani czuje się związany przez tajemnicę krzyża: Pewna tajemnica
mądrości Boga nauczyła mnie, że być może ostatecznie należę właśnie do
Gethsemani, ponieważ nie pasuję tu i dlatego, że praktycznie wszystkie
moje ideały zostały tu unicestwione.
Poddanie się tej tajemnicy było jednym z najważniejszych
kroków, które Merton w życiu uczynił, ponieważ:
Jedyną zasadniczą rzeczą jest nie idea czy ideał - ale sam Bóg, którego
nie można znaleźć mierząc teraźniejszości przyszłością, czy przeszłością,
a tylko pogrążając się w teraźniejszości, jaką jest.
Ta sama zasada rządzi również poszukiwaniem własnej
tożsamości. Nie mógł odnaleźć siebie Merton w przeszłości, w samoświadomości
zastygającej w kolejnych rozdziałach autobiografii czy dzienników, a później
wtórnie "egzystującej" w umysłach ludzi, którzy je czytali;
nie mógł siebie odnaleźć również w przyszłości, wyidealizowanej i pełnej
pięknych iluzji o sobie jako pustelniku. Jedynym miejscem poszukiwań winna
być teraźniejszość przeżywana wespół z Bogiem, w Bogu. W Znaku Jonasza
odnajdziemy znamienne słowa: Nic mi nie pozostało, jak żyć w pełni i całkowicie
teraźniejszością, modląc się, kiedy się modlę, i pisząc, kiedy piszę [...]
nie kłopocząc się o nic, jak tylko o wolę i o chwałę Bożą, odnajdując
je jak umiem najlepiej w sakramencie chwili obecnej.
A także: Samotność nie jest czymś, czego masz oczekiwać
w przyszłości. Raczej jest to pogłębienie teraźniejszości i o ile nie
szukasz jej w teraźniejszości, nigdy jej nie znajdziesz.
Finał ten okupił Merton długimi latami błądzenia.
Przeżywał je we "wnętrznościach paradoksu" przypominającego
paradoks proroka Jonasza. Powie przy tym: Każdy prorok jest znakiem i
świadkiem Chrystusa [...] Nawet nasze pomyłki mają swoją wymowę, większą
niż przypuszczamy.
|