strona główna
Thomas Merton

Mistrz Eckhart

Duchowość

Szukającym drogi

Księga gości

Linki polecane





Jonasz i wieloryb realizmu

Znak Jonasza

obfituje w abstrakcyjne, monosubiektywne i zagadkowe rozważania, może nawet czasem zasługujące wprost na miano mistycznych, które trudno poddać jakiejś jednoznacznej interpretacji. Należy traktować je jako reprezentatywne dla tego okresu życiowej drogi Mertona. Był to etap głębokich zmagań, w ogniu których on sam często pozbawiony był jakiegokolwiek światła racjonalności. Ten klimat zapowiadają już ostatnie strony Siedmiopiętrowej góry, np.: doszedłem do przekonania, że już nie wiem, co to jest życie kontemplacyjne i jakie jest powołanie do niego, jakie jest w ogóle moje powołanie, a także i całego naszego zakonu cysterskiego. W istocie nie mogłem być pewny, czy w ogóle coś wiem i rozumiem [...] wszystko, co miałem do zrobienia to iść razem z innymi i czynić to, co mi każą, a te sprawy powoli same się wyjaśnią [...] Bo powołałeś mnie tutaj nie po to, abym nosił pewną etykietę, według której mógłbym się rozpoznać i zaliczyć do jakiejś kategorii. Nie chcesz, abym rozważał kim jestem, ale jedynie - kim Ty jesteś. Albo raczej nie chcesz, abym w ogóle wiele rozmyślał, bo pragniesz mnie podnieść ponad poziom myślenia. A jak może dopełnić się we mnie to dzieło, jeżeli będę się ciągle zastanawiał nad tym, czym jestem i gdzie jestem i dlaczego jestem.

 
Powołałeś mnie tutaj nie po to, abym nosił pewną etykietę, według której mógłbym się rozpoznać i zaliczyć do jakiejś kategorii.

W tekście tym zaczyna być już widoczna pewna intuicja, która po długich latach doprowadzi Mertona do bardzo ważnych odkryć w dziedzinie samopoznania - w swoim najgłębszym "ja" człowiek wymyka się wszelkim definicjom. Jakakolwiek próba sprowadzania go do roli, którą odgrywa w świecie, przypisywania mu znaczenia tylko w oparciu o to, jaką formę życia prowadzi, zawsze będzie zewnętrzną, sztuczną i nie dającą się obronić antropologiczną redukcją. Z drugiej strony, i tu przez jakiś czas Merton będzie błądził, nie chodzi przecież o to, by całkowicie rezygnować z określonej pozycji człowieka w świecie rzeczy. Chodzi raczej o jej prawidłowe rozumienie, z uwzględnieniem pełnej prawdy o człowieku, zarówno jego wymiaru immanentnego jak i transcendentnego.

W Znaku Jonasza ów głos, świadczący o wielkich wewnętrznych zmaganiach Mertona i jego bezradności, jest już bardzo wyraźny: Kiedy zadajemy pytania i chcemy powziąć decyzję Bóg rozsadza nasze decyzje, dachy domów zapadają się na nas, wysokie wieże podminowały mrówki, ściany pękają i walą się, a najświętsze budynki spalają się na popiół, podczas gdy strażnik układa

teorię trwania

Pośród wielu zmagań jego tożsamość była wówczas przede wszystkim zagrożona pokusą angelizmu, zupełnego odwrócenia się od świata materii kamuflującego się pod postacią pobożnego pragnienia krańcowej samotności. Przykładem niech będą te zdania z Siedmiopiętrowej góry: już nie pragnę zobaczyć niczego, co zakładałoby jakąś odległość dzielącą mnie od Ciebie [...] ta przepaść, ta odległość zabijają mnie. To jest jedyna przyczyna, dla której pragnę samotności - dla zniknięcia z oczu rzeczom stworzonym, dla obumarcia dla nich i wiedzy o nich, bo one przypominają mi moje oddalenie od Ciebie. Chciałbym żyć samotny i poza nimi.

Nadzieja na zaspokojenie tego pragnienia przez kilka lat będzie Mertona złudnie popychała ku duchowości kartuzów. Będzie to jedna z poważniejszych i bardzo konkretnych prób, którą miał przejść ucząc się żyć jako trapista.

"Kwestia kartuska"

dawała o sobie znać już w okresie, kiedy decydował się na wstąpienie do Gethsemani. W czasie nowicjatu Merton wyzna swemu opiekunowi: zawsze miałem pociąg do kartuzów. W samej rzeczy, gdybym miał sposobność wyboru, byłbym raczej wstąpił do kartuzów niż przyszedł tutaj. Ale uniemożliwiła mi to wojna.

 
Już nie pragnę zobaczyć niczego, co zakładałoby jakąś odległość dzielącą mnie od Ciebie, ta przepaść, ta odległość zabijają mnie.

Wyznanie to nie było wówczas przejawem jakichś wewnętrznych roztargnień, myśl o przeniesieniu się do innego zakonu nie niepokoiła Thomasa w okresie jego nowicjatu. Problemem stała się dopiero po złożeniu zakonnej profesji.

Merton zacznie poddawać się częstym marzeniom o kartuzach i przez długi czas, będąc pod presją tej pokusy, będzie wielkim utrapieniem dla swoich duchowych kierowników. Skarży się, ale cierpliwie czeka świadomy, że nie może podjąć żadnej decyzji, o ile nie otrzyma wskazówki, że jest to wola Boża, a takiej wskazówki nie otrzymuje. Napisze sam siebie uspokajając: Nie przyszedłem tu dla siebie ale dla Boga. Bóg jest moim zakonem i moją celą [...] Postawił mnie w tym miejscu, ponieważ chce mnie mieć w tym miejscu, a gdy kiedykolwiek zechce mnie umieścić gdzie indziej, uczyni to w sposób nie pozostawiający wątpliwości, że to On działa.

Umacniany radami przełożonych trwa więc Merton opierając się pokusie, która w ciągu roku 1948 pozornie ustępuje. Na polecenie opata, Dom James'a przed przyjęciem subdiakonatu (21 grudzień 1948 rok) oficjalnie oświadcza, że nie ma zamiaru przenieść się do kartuzów. Odpowiadając na tę obietnicę, opat będzie się starał rozwiązać kwestię inaczej, na miejscu.

Pierwszym jego postanowieniem wychodzącym naprzeciw pustelniczym potrzebom Mertona będzie przydzielenie mu w styczniu 1949 roku nowego miejsca do pracy.

Odtąd mnich-pisarz będzie mógł spędzać czas w jednym z najcichszych i najbardziej ustronnych miejsc w klasztorze - archiwum rzadkich woluminów.

Innym miejscem, które już sam Merton sobie znajdzie i upodoba jako samotnię, będzie poddasze pawilonu ogrodowego. Wiele godzin spędzi na modlitwie w tym starym budynku, siedząc przy małym, rozbitym oknie, wychodzącym na spokojną dolinę.

1 2 3 4 5 6 7

 

KONTAKT: Krzysztof Pałys OP | www.palys.interq.pl | e-mail: palys@interq.pl