|
Jonasz
i wieloryb realizmu
Kolejnym, najpoważniejszym i najbardziej brzemiennym w skutki, zamachem na owo milczenie był fakt napisania przez niego i opublikowania autobiografii. Przychodząc do klasztoru Merton postanowił przecież zarzucić działalność pisarską. Nie zgadzając się z logiką światowego powodzenia, uznającą, że doskonałość człowieka zależy od myśli i opinii o nim innych ludzi, przeciwstawiając się istotnej pomyłce nie rozróżniania między tym, co w człowieku istnieje realnie, a tym, co istnieje wtórnie w umysłach innych ludzi, Merton nie chciał wiązać się z "miejscami", które nie gwarantowały mu realności. Chciał poprzestać na swoim osobistym i rzeczywistym istnieniu. Pisał: Ludzie są godni czci i podziwu i doskonali proporcjonalnie do stopnia ich zniknięcia w tłumie innych i nie zwracania na siebie uwagi.
Trzeba powiedzieć, iż trafnie oceniał on pewne niebezpieczeństwa dla niego samego, jakie wypływały z uprawianego pisarstwa. Z drugiej strony decyzja przełożonych, podtrzymująca jego talenty pisarskie, choć może umotywowana innymi względami (Merton jakoś rozsławiał opactwo), przyczyniła się do zaistnienia istotnego i owocnego napięcia w dramacie tożsamości Mertona. Od pisarskiego zdeterminowania nie udało mu się więc
uwolnić. W klasztorze najpierw pisze, a nawet publikuje wiersze. Dużym problemem staje się sprawa korespondencji. Na początku 1949 roku napływa około dziesięciu listów dziennie adresowanych do Mertona. Ciężko mu znaleźć czas na ich lekturę, jeszcze trudniej na odpisywanie. Wyjściem z sytuacji będzie wysyłanie kartek z szablonową odpowiedzią. Jego talent został dostrzeżony i przykryty kloszem
uznania i troski przez zakonnych przełożonych. Rozwój monasterów cysterskich
w Stanach Zjednoczonych wywołał zapotrzebowanie na literaturę anglojęzyczną
o historii i duchowości tego zakonu. Merton, jako trapista z pisarskim
zacięciem, był więc bardzo przydatny. Po latach sam bardzo krytycznie
odniesie się jednak do tego okresu swej działalności. Oskarży siebie o
zwykłą impertynencję, retorykę przesłodzoną pobożnością, niezgrabny tok
myśli itp. Wiele fragmentów z wczesnych pism Mertona można traktować jak raporty z pola tej wewnętrznej walki. Na przykład ten: Jestem przykuty do ziemi w niewoli egipskiej, kontraktów, pism, korekt, i wszystkich planów dotyczących książek i artykułów, którymi jestem obarczony. W innym, pochodzącym już z okresu po sukcesie Siedmiopiętrowej góry, mówi: Złapałem się na myśli: "Jeżeli zrobią z tego film, czy Gary Cooper będzie grał główną rolę? Muszę teraz uważać na tego rodzaju wariacje. Do czego już doszedłem! I dalej: Byłem znużony i wyczerpany. Za dużo
pisałem i dusza moja była tym do głębi obrzydzona. Wstyd mi było, że jestem
sławny. Mimo wszystko trapista pozostawił świat za sobą: publiczny sukces
nieuchronnie nabiera dla niego charakteru klęski.
|
||||||||||||||||||||
|
|||||||||||||||||||||