|
Proces
Mistrza Eckharta
 |
 |
| Cudowny jest świat
Boży, ale człowiek go zasłania sobie małą ręką (Baal Schem Tov) |
|
 |
Następstwa skazania
Skazanie Eckharta nie zaraz powstrzymało szerzenie
się jego idei. W łonie zakonu dominikańskiego miał on dwóch kontynuatorów:
Henryka Suzo i Jana Taulera; lecz jego wpływ sięgał dalej. Przede wszystkim
byli "eckhartyści" w Kolonii. Należał do nich Suzo, redaktor
manuskryptu z Soest", jak również ci, "którzy go kopiowali,
czytali i dopisywali poprawki i uwagi na marginesach"; "autor,
który próbował nadać dziełu Eckharta formę edycji z ostatniej ręki"
("Redakcja-CT), wypracowując "ostateczną" postać Opus tripartitum,
które pozostawało we fragmentach; autor i kopiści Paradisus animae intelligentis;
niemieccy tłumacze Komentarza Mądrości (Anonymi Altenbergensis et Buxheimiensis);
autor "Antologii z Bazylei" ułożonej przed rokiem 1386. Autorzy
ci wcale nie wydaja się przejmować papieską bullą. Inni, którzy nie byli
eckhartystami, jak Jan z Dambach, Jordan z Quedlinburga czy Markard z
Lindau ostrożnie posługiwali się eckhartiańskimi źródłami. W końcu niezliczeni
sekciarze z heretyckich ruchów doliny Renu karmili swą twórczość literacką
ideami mniej lub bardziej wyraźnie wywodzącymi się z kazań eckhartiańskich.
Już sama liczba apokryfów i tekstów pseudoeckhartiańskich, kazań czy traktatów,
odrzuconych w wydaniu krytycznym przez Quint'a dowodzi, że eckhartyzm,
nawet zdeformowany, nawet zradykalizowany, przeżył Eckharta - anonimowy
traktat zatytułowany Taka była siostra Katerei, córka, jaką Mistrz Eckhart
miał w Strasburgu, jest, wśród wielu innych, przykładem tej literatury,
na której duchowe ruchy kobiece, beginek czy nawet braci i sióstr Wolnego
Ducha odcisnęły swoje piętno.
Ta żywotność eckhartiańskiego dziedzictwa nie oznacza, że władze zachowywały
się biernie. Sankcje zastosowane wobec Eckharta faktycznie pociągnęły
za sobą lawinę zarządzeń administracyjnych. Cała hierarchia, "która
kierowała prowincją Teutonii i która popierała Mistrza Eckharta"
została odwołana. Niepokojono też Suzona. Podporządkowaniem eckhartystów
i tych dominikanów, którzy sprzeciwialiby się zarządzeniom wydanym przez
papieża, w ramach interdyktu godzącego w Cesarstwo, miał się zająć wikariusz
generalny przybyły z Prowincji Tuluzy, Bernard Carrerie.
 |
 |
| |
| Prawda
ma piękne oblicze, ale potargane szaty (niemieckie) |
|
Po wybraniu Francuza, Hugona z Vaucemain na Przełożonego
Generalnego Zakonu (1333) polowanie na "eckhartystów" wyraźnie
ustało - Suzo mógł podjąć swoją działalność pisarską, a nawet zadedykować
samemu Hugonowi Zegar Mądrości. Spowodowane przez te wszystkie wydarzenie
rany pozostaną jednak żywe: kilka lat później Jan Tauler, kontestując
papieski autorytet pisze, że "nad ludźmi, którzy są całkowicie wyzwoleni
i zdani na Boga" i których "niezależnie od wydarzeń nie opuszcza
pokój istotowy" "papież nie ma już żadnej władzy" (Kazanie
64, str. 492). Fatalne skażenie autentycznego eckhartyzmu przez idee dysydentów
i heretyków z sekty Wolnego Ducha zmuszało w każdym razie dwóch najbardziej
autentycznych uczniów Eckharta, Suzona i Taulera, do nieustannego podkreślania
swojej odrębności. Jedną z najbardziej charakterystycznych cech czasów
"po-Eckharcie" jest długa polemika zwrócona przez obu autorów
przeciwko "fałszywym teoriom" "szaleńców" głoszących
(jak "siostra Katerei"), że zostali przemienieni w Boga.
Nominacja Bertholda z Moosburga
Ani Suzo, któremu na kapitule w Trewirze zabroniono nauczania, ani Tauler
nie stanęli po Eckharcie na czele Studium Generale w Kolonii. De facto
dopiero w roku 1335 pojawił się tam nowy lector primarius: Berthold z
Moosburga. "Następca" Eckharta nie miał w sobie nic z eckhartysty
- studiował w Oksfordzie w roku 1316, a na scenie niemieckiej pojawił
się dopiero w roku 1327, jako lektor klasztoru w Regensbergu. Jego udział
był jednak ważny i nieoczekiwany: zdobył się na całościowy komentarz do
Elementów Teologii Proklosa, jedyny jaki pozostawiło nam Średniowiecze.
Nawrót do najbardziej wojującego neoplatonizmu był szczególnym sposobem
rozwiązania kryzysu eckhartiańskiego. Starannie unikając wszelkiej aluzji
do Eckharta, Berthold odbudował jednak ducha dominikańskiej myśli niemieckiej
wiążąc przerwaną nić historii, która, ponad nawiasem eckhartiańskim, sięgała
czasów Alberta Wielkiego, Ulricha ze Strasburga i Dietricha z Freibergu.
Chociaż nie wywarł na Taulera wpływu, jaki wywarł na niego Eckhart, pozyskał
go jednak dla swojej calościowej wizji: właśnie dzięki Bertholdowi, Tauler
zapozna się z Proklosem i na bazie jego neoplatonizmu przyzna Proklosowi
miejsce, którego Eckhart mu nie przyznał. W pełni głosząc prawdziwą teologię
"platońską" wbrew "metafizyce" arystotelesowskiej,
w pełni przekazując Taulerowi doktrynę "Jednego" i "sekretnej
głębi duszy", która pozwoliła mu podkreślić neoplatońskie elementy
eckhartiańskiej duchowości, Berthold nie angażował się jednak w kazalnictwo
w języku ludowym.
Mimo swego powinowactwa do spekulacji Eckharta i Taulera nie kontynuował
jego nauczania - rozwijania duchowości świeckiej. Chociaż walczył zarówno
z tomistami, których wpływ w Niemczech narastał, jak i eckhartystami,
przez działalność, która w swej orientacji, była zarazem działalnością
Lesemeistera, jak i Lebemeistrera, nie zdołał się jednak wysunąć na pozycję
prawdziwego kontynuatora eckhartyzmu. Dopiero dzięki Mikołajowi z Kuzy
nadchodzi czas, w którym w widoczny sposób odżywa zarówno nauczanie Bertholda,
jak i Eckharta. Aż do tej chwili, a później jeszcze przez długie dziesięciolecia,
tylko dzieła Suzona i Taulera zapewniają, każde na swój sposób, ciągłość
eckhartiańskiego dziedzictwa.
 |
|
|
|