|
Z pokorą, ale bez
lęku
Jak uniknąć pułapki dopatrywania się New Age w
każdej ekologii lub baśni, zachowując równocześnie wrażliwość na niebezpieczeństwa
związane z tym ruchem?
Odpowiedzią jest złoty środek, który jest tam, gdzie jest rzeczywistość.
Istnieją autentyczne problemy ekologiczne. Na przykład nie chciałbym mieszkać
na Ziemi, która byłaby cała zabetonowana... Trzeba rozsądnie mówić o ważnych
rzeczach, a nie przywoływać na nowo mitologię Gai, pogańskie tradycje i
odwoływać się do religii kosmicznej. Myślę, że wystarczającym argumentem
za działaniem proekologicznym są realne problemy. Ziemi, jako stworzeniu
Bożemu, należy się szacunek. Niewątpliwie chrześcijanie muszą przeprowadzić
głębszą refleksję nad tym, co Pan Bóg miał na myśli, gdy mówił: "Czyńcie
ją sobie poddaną".
 |
 |
| |
| Materializm
ma rację, materia bowiem istnieje. Myli się, gdy twierdzi, że
istnieje tylko materia, ale przecież materia to poczciwe, Boże
stworzenie. |
|
Czy opowiadanie baśni albo czytanie książek
takich jak "Harry Potter", pełnych czarów, zaklęć i magii jest
formą kultywowania New Age?
Problem jest gdzie indziej. Zauważono, że bardzo niebezpieczną tendencją
jest fakt, iż rodzice przestają opowiadać dzieciom bajki, tylko włączają
telewizor albo wideo. Jest niesłychanie ważne, by dziecko uczyło się słuchać
albo czytać, bo to uczy je koncentracji i wyrabia wyobraźnię. Robienie
z Baby-Jagi New Age'owej czarownicy jest oczywistą bzdurą. Nie wpadajmy
w przesadę, w nonsens... Bajki są bardzo piękną rzeczą i każda wielka
kultura je wypracowała. Również chrześcijaństwo ma swoje bajki, jak na
przykład opowieści apokryficzne. Uzupełniają one swoją wyobraźnią opowieści
ewangeliczne. Są cudowne, wspaniałe i niesłychanie przybliżają ważne treści
ludziom.
Magia jest zafałszowaniem religii polegającym na tym, że człowiek nie
jest poddany Bogu, ale stara się wykorzystać siły sakralne dla swoich
korzyści. W New Age występuje bardzo groźny element magii. Jeżeli bajka
będzie szkoleniem ludzi w sztuce panowania nad tajemnymi, sakralnymi siłami
w celu podporządkowania ich sobie, to zaczyna być niebezpieczna. Nie dajmy
się jednak zwariować. Bajka czy ekologia są sprawami normalnymi i koniecznymi
dla funkcjonowania ludzkiej kultury i ludzkiego życia.
Gdy mówimy o New Age, warto zauważyć, że w niektórych środowiskach
chrześcijańskich pojawiła się alergia na rzeczywistości dalekowschodnie,
które utożsamia się z bożkami czy nawet wpływem złego ducha.
Trzeba tu zrobić rozróżnienie. Czym innym są rozmaite ugrupowania czy
może nawet sekty, które przyjmują koloryt dalekowschodni, a czym innym
autentyczne tradycje religijne Wschodu, które mają swoją duchowość, świadomość
niedoli na tym świecie i obiecują zbawienie. Jeżeli Papież list na 1 stycznia,
czyli na Dzień Modlitw o Pokój, poświęcił dialogowi między kulturami,
to na Watykanie mają świadomość, że wiek XXI będzie wiekiem dialogu z
Azją, która jest wielkim wyzwaniem ewangelizacyjnym. Co innego pomoc ubogim
w Afryce, a co innego ewangelizacja w Indiach, gdzie jest wielka kultura
duchowa. Nie jest rzeczą prostą prowadzić dialog, nie popadając w łatwe
pomieszania, jak to czynił de Mello.
Czytałem pod tym kątem teksty Thomasa Mertona, któremu zarzucano, że szedł
w kierunku Azji. Tylko że on miał bardzo wielką świadomość, iż dialog
musi być spokojny i odpowiedzialny. Po pierwsze, powinny go prowadzić
wyspecjalizowane grupy, na przykład zakony, dlatego proponował rozmowy
między mnichami chrześcijańskimi a buddyjskimi. Twierdził, że to będzie
ogromne wyzwanie dla chrześcijaństwa i kultury zachodniej. Tak naprawdę,
to z czym my przyjdziemy do takiego dialogu, z naszą zlaicyzowaną kulturą
europejską? Do buddystów z Freudem? Z psychoanalizą? Ludzie kompetentni
twierdzą, że spotkanie będzie wymagało od chrześcijan odnalezienia swoich
autentycznych korzeni: mistycznych i metafizycznych.
Natomiast reagowanie alergiczne, że to, co dalekowschodnie, jest zaraz
New Age'owskie, jest bez sensu. Nie mieszajmy New Age, gadżetu kultury
masowej przełomu tysiącleci, z wielką i bardzo poważną kulturą duchową.
 |
|
 |
|