Thomas Merton

Mistrz Eckhart

Duchowość

Szukającym drogi

Księga gości

Linki polecane





Z pokorą, ale bez lęku

Co jeszcze, prócz gnozy, niszczy duchowość człowieka?

Cała kultura postmodernistyczna i wszelakiego rodzaju relatywizmy, które są przekonane, że dążenie do prawdy jest z natury nietolerancyjne. Twierdzą, że jeżeli gotów jesteś dać głowę za stwierdzenie, że dwa razy dwa jest cztery, to znaczy, że jesteś nietolerancyjny wobec człowieka, który jest przekonany, że dwa razy dwa jest cztery i pół. Wszyscy, którzy mówią, że istnieje prawda obiektywna, a nie tylko subiektywne przekonanie, są nietolerancyjni. Nie wolno mieć mocnych przekonań, bo grozi to faszyzmem i totalitaryzmem. Jeżeli ktoś ma zdecydowane poglądy, jest wrogiem ludzkości. Jestem przekonany, że to jest jeden z poważniejszych zabobonów współczesnych. Wezwanie etyczne, którym jest twarz drugiego, szczególnie gdy jest on człowiekiem bezbronnym, potrzebującym pomocy, jest wymaganiem bezwzględnym. Zamienianie tego wezwania na artystyczny czy pseudoartystyczny happening, jest zabawą dzieci niezdających sobie sprawy, że ktoś cierpi. Nie wolno relatywizować cierpienia, zwłaszcza gdy dotyczy ono sfery duchowej. Relatywizm ostatecznie prowadzi do obojętności, a ona jest odebraniem człowiekowi jego godności.

W obecnym czasie mówi się, że odchodzi paradygmat kultury oświeceniowej. Uważam jednak, że Kościół czy wielkie tradycje religijne, ze względu na swój konserwatyzm, powinny przechować to, co jest mądre w tradycji oświeceniowej. Na przykład: świadomość rozumu wobec irracjonalizmu, który nam groził, czy kantowskie przekonania o powszechnie obowiązującym imperatywie. Nie wszyscy myśliciele oświecenia byli relatywistami; wielu poszukiwało formy, która by pozwoliła człowiekowi ocalić jego godność. Troszcząc się o zachowanie człowieczeństwa, przeciwstawiało się rozmyciu oraz duchowej i intelektualnej dekadencji. Obecnie wierze potrzebne jest przymierze z oczyszczonym i dobrze rozumianym duchem oświecenia.

 
W Watykanie mają świadomość, że wiek XXI będzie wiekiem dialogu z Azją, która jest wielkim wyzwaniem ewangelizacyjnym. Co innego pomoc ubogim w Afryce, a co innego ewangelizacja w Indiach, gdzie jest wielka kultura duchowa.
Mam wrażenie, że świat oszalał. Ze świecą można szukać ludzi prawdziwie mądrych, a ilość zwyczajnej głupoty podniesionej przez mass media do rangi sztuki, oryginalności czy mody jest przytłaczająca. Trudno mówić o głębi czy mądrości ludzi, skoro brak im elementarnego poczucia zdrowego rozsądku. Czy skazani jesteśmy na postępującą infantylizację i zdziwaczenie?

Niektórzy powiadają, że głupota jest gorsza od grzechu, bo za grzech można żałować, a głupoty się nie widzi. Powiedzieć, że ktoś głupieje, oznacza, że traci zdrowy rozsądek. Jeżeli człowiek przeżywa duchową pustkę, z którą żyć nie może, to szuka miejsca, by ją zagłuszyć. W Myślach Pascala jest rozważany temat duchowego spustoszenia, jakie sprowadza rozrywka. Jedną z przyczyn wielu nieszczęść na świecie jest fakt, że człowiek nie potrafi przez godzinę wysiedzieć w swoim pokoju, tylko zaraz gdzieś go niesie, musi coś robić, ponieważ się nudzi. Nuda jest objawieniem wewnętrznej pustki. Kultura masowa jest próbą jej zagłuszenia, dlatego szuka się ciągle nowego towaru, który skutecznie zaoszczędziłby człowiekowi bólu samodzielnego myślenia.

Pascal powiada, że są dwa rodzaje ludzi, którzy stanowią sól ziemi: wielcy geniusze i ludzie naprawdę prości. Najgorsi są ci po środku: ćwierćinteligenci czy półinteligenci. Problem tak zwanej masowej kultury to produkcja półinteligentów, którzy niewiele wiedzą, ale są przekonani, że wiedzą wszystko, i odpowiadają na każde pytanie. Są przemądrzali i brak im pokory. Jednak również ćwierćinteligent jest człowiekiem posiadającym duszę nieśmiertelną i Kościół jest do niego posłany z dobrą nowiną o zbawieniu.

Czy zgadza się Ojciec z opinią, że wiara będzie przeżywana coraz bardziej płytko, a religia będzie ulegać komercjalizacji?

Jeżeli mówimy o Kościele katolickim, to byłoby bardzo niebezpieczne, gdyby duszpasterze próbowali w tani sposób przypodobać się ludziom i przystosowali odpowiedzi wiary do współczesnej sytuacji. Wtedy reklamowaliby zbawienie duszy w sposób analogiczny do środków higieny osobistej. Byłoby to niesłychanie groźna komercjalizacja. Co nie znaczy, że wiara nie ma być obecna w środkach masowego przekazu.

Pytając o komercjalizację, miałam na myśli zależność popytu i podaży. Skoro jest głód transcendencji, to na rynku pojawia się oferta religijna. Mam wrażenie, że wiara dialogiczna nie podlega tym prawom, ale czy sfera religijna nie jest na nie podatna?


W epoce globalizacji wszystko staje się towarem, wszystko jest na sprzedaż. Sfera religijna jest wartościowa, więc rynek byłby głupi, gdyby nią nie handlował. W latach sześćdziesiątych pojawiły się nurty kontrkultury mające przeciwstawiać się ustabilizowanej i materialistycznej kulturze Zachodu. Bardzo szybko zostały przechwycone przez rynek i zaczęto sprzedawać gadżety dla hippisów, robiąc na tym niezłe interesy. Popatrzcie, ile sprzedaje się rodzajów kadzidełek, które miały i mają znaczenie w tradycjach dalekowschodnich. Stały się przedmiotem handlowym, utraciły zupełnie głębszy sens i są okazją do doznań zapachowych.

1 2 3 4 5 6 7

 

KONTAKT: Krzysztof Pałys OP | www.palys.interq.pl | e-mail: palys@interq.pl