|
Z
pokorą, ale bez lęku
Co jeszcze, prócz gnozy, niszczy duchowość człowieka?
Cała kultura postmodernistyczna i wszelakiego rodzaju relatywizmy, które
są przekonane, że dążenie do prawdy jest z natury nietolerancyjne. Twierdzą,
że jeżeli gotów jesteś dać głowę za stwierdzenie, że dwa razy dwa jest cztery,
to znaczy, że jesteś nietolerancyjny wobec człowieka, który jest przekonany,
że dwa razy dwa jest cztery i pół. Wszyscy, którzy mówią, że istnieje prawda
obiektywna, a nie tylko subiektywne przekonanie, są nietolerancyjni. Nie
wolno mieć mocnych przekonań, bo grozi to faszyzmem i totalitaryzmem. Jeżeli
ktoś ma zdecydowane poglądy, jest wrogiem ludzkości. Jestem przekonany,
że to jest jeden z poważniejszych zabobonów współczesnych. Wezwanie etyczne,
którym jest twarz drugiego, szczególnie gdy jest on człowiekiem bezbronnym,
potrzebującym pomocy, jest wymaganiem bezwzględnym. Zamienianie tego wezwania
na artystyczny czy pseudoartystyczny happening, jest zabawą dzieci niezdających
sobie sprawy, że ktoś cierpi. Nie wolno relatywizować cierpienia, zwłaszcza
gdy dotyczy ono sfery duchowej. Relatywizm ostatecznie prowadzi do obojętności,
a ona jest odebraniem człowiekowi jego godności.
W obecnym czasie mówi się, że odchodzi paradygmat kultury oświeceniowej.
Uważam jednak, że Kościół czy wielkie tradycje religijne, ze względu na
swój konserwatyzm, powinny przechować to, co jest mądre w tradycji oświeceniowej.
Na przykład: świadomość rozumu wobec irracjonalizmu, który nam groził, czy
kantowskie przekonania o powszechnie obowiązującym imperatywie. Nie wszyscy
myśliciele oświecenia byli relatywistami; wielu poszukiwało formy, która
by pozwoliła człowiekowi ocalić jego godność. Troszcząc się o zachowanie
człowieczeństwa, przeciwstawiało się rozmyciu oraz duchowej i intelektualnej
dekadencji. Obecnie wierze potrzebne jest przymierze z oczyszczonym i dobrze
rozumianym duchem oświecenia.
 |
 |
| |
| W
Watykanie mają świadomość, że wiek XXI będzie wiekiem dialogu
z Azją, która jest wielkim wyzwaniem ewangelizacyjnym. Co innego
pomoc ubogim w Afryce, a co innego ewangelizacja w Indiach,
gdzie jest wielka kultura duchowa. |
|
Mam wrażenie, że świat oszalał. Ze świecą można
szukać ludzi prawdziwie mądrych, a ilość zwyczajnej głupoty podniesionej
przez mass media do rangi sztuki, oryginalności czy mody jest przytłaczająca.
Trudno mówić o głębi czy mądrości ludzi, skoro brak im elementarnego poczucia
zdrowego rozsądku. Czy skazani jesteśmy na postępującą infantylizację i
zdziwaczenie?
Niektórzy powiadają, że głupota jest gorsza
od grzechu, bo za grzech można żałować, a głupoty się nie widzi. Powiedzieć,
że ktoś głupieje, oznacza, że traci zdrowy rozsądek. Jeżeli człowiek przeżywa
duchową pustkę, z którą żyć nie może, to szuka miejsca, by ją zagłuszyć.
W Myślach Pascala jest rozważany temat duchowego spustoszenia, jakie sprowadza
rozrywka. Jedną z przyczyn wielu nieszczęść na świecie jest fakt, że człowiek
nie potrafi przez godzinę wysiedzieć w swoim pokoju, tylko zaraz gdzieś
go niesie, musi coś robić, ponieważ się nudzi. Nuda jest objawieniem wewnętrznej
pustki. Kultura masowa jest próbą jej zagłuszenia, dlatego szuka się ciągle
nowego towaru, który skutecznie zaoszczędziłby człowiekowi bólu samodzielnego
myślenia.
Pascal powiada, że są dwa rodzaje ludzi, którzy stanowią sól ziemi: wielcy
geniusze i ludzie naprawdę prości. Najgorsi są ci po środku: ćwierćinteligenci
czy półinteligenci. Problem tak zwanej masowej kultury to produkcja półinteligentów,
którzy niewiele wiedzą, ale są przekonani, że wiedzą wszystko, i odpowiadają
na każde pytanie. Są przemądrzali i brak im pokory. Jednak również ćwierćinteligent
jest człowiekiem posiadającym duszę nieśmiertelną i Kościół jest do niego
posłany z dobrą nowiną o zbawieniu.
Czy zgadza się Ojciec z opinią, że wiara będzie przeżywana coraz bardziej
płytko, a religia będzie ulegać komercjalizacji?
Jeżeli mówimy o Kościele katolickim, to byłoby bardzo niebezpieczne, gdyby
duszpasterze próbowali w tani sposób przypodobać się ludziom i przystosowali
odpowiedzi wiary do współczesnej sytuacji. Wtedy reklamowaliby zbawienie
duszy w sposób analogiczny do środków higieny osobistej. Byłoby to niesłychanie
groźna komercjalizacja. Co nie znaczy, że wiara nie ma być obecna w środkach
masowego przekazu.
Pytając o komercjalizację, miałam na myśli zależność popytu i podaży. Skoro
jest głód transcendencji, to na rynku pojawia się oferta religijna. Mam
wrażenie, że wiara dialogiczna nie podlega tym prawom, ale czy sfera religijna
nie jest na nie podatna?
W epoce globalizacji wszystko staje się towarem, wszystko jest na sprzedaż.
Sfera religijna jest wartościowa, więc rynek byłby głupi, gdyby nią nie
handlował. W latach sześćdziesiątych pojawiły się nurty kontrkultury mające
przeciwstawiać się ustabilizowanej i materialistycznej kulturze Zachodu.
Bardzo szybko zostały przechwycone przez rynek i zaczęto sprzedawać gadżety
dla hippisów, robiąc na tym niezłe interesy. Popatrzcie, ile sprzedaje się
rodzajów kadzidełek, które miały i mają znaczenie w tradycjach dalekowschodnich.
Stały się przedmiotem handlowym, utraciły zupełnie głębszy sens i są okazją
do doznań zapachowych.
 |
|
 |
|