|
Z pokorą, ale bez lęku
Z ojcem Janem Kłoczowskim rozmawia Paweł Kozacki
OP i Joanna Brodniewicz
Co to jest duchowość?
Tradycyjny pogląd mówi, że jest to pozamaterialny wymiar ludzkiego bytu.
Człowiek nie mieści się w swojej skórze, jest czymś więcej niż tylko biologiczną
maszyną.
W drugim znaczeniu używamy tego słowa, wskazując na szkołę życia obecną
w poszczególnych tradycjach zakonnych. Istnieje szkoła benedyktyńska,
duchowość ignacjańska itd. Przy całym zróżnicowaniu mieszczą się one w
ramach duchowości chrześcijańskiej.
 |
 |
| |
JAN
ANDRZEJ KŁOCZOWSKI
ur. 1937, dominikanin, absolwent historii sztuki, prof. dr hab.
filozofii, kierownik katedry filozofii religii PAT, duszpasterz,
autor licznych książek i artykułów, mieszka w Krakowie. |
|
Natomiast dziś często używa się tego terminu,
opisując propozycję kultury alternatywnej w stosunku do tradycyjnych religii
i Kościołów. Duchowość oznacza w tym wypadku poszukiwanie głębszego, pełniejszego
sensu ludzkiej egzystencji. Z jednej strony nie może się ona pomieścić
w materialistycznej wizji, z drugiej strony nie może się znaleźć w ustalonych,
ustabilizowanych tradycjach religijnych. To przypomina worek, do którego
wrzuca się wszystko: od okultyzmu, ezoteryzmu, wiary w gwiazdy i wróżki,
po rozmaite szkoły psychologiczne jak psychologia humanistyczna czy transpersonalna...
Jak odróżnić sferę duchową od psychicznej?
Musimy wrócić do starej myśli Ojców Kościoła, Orygenesa i innych, którą
na swój sposób odnowiła Edyta Stein. Rozumieli oni człowieka jako byt
trychonomiczny, a nie dychonomiczny. Wskazywali na ciało, duszę i ducha.
Ciało to jest prosta sprawa. Dusza oznacza wymiar pozamaterialny ludzkiego
bytu, wskazujący na sferę życia emocjonalnego. Jest to wymiar psychiczny
ludzkiej duchowości, bardzo ściśle związany z ciałem. Często w psychologii
spotykamy się z pomieszaniem elementu psychicznego z duchowym. Wszystko
nazywa się duchowością, a tak naprawdę chodzi o sferę emocjonalną,
niesłychanie istotną, ale różną i odmienną od sfery ducha.
Kto to jest człowiek religijny?
To każdy człowiek. Jestem głęboko przekonany, że człowiek jest z natury
nie tylko zwierzęciem ekonomicznym, społecznym i politycznym, ale i zwierzęciem
religijnym. Poszukuje sensu, który miałby wymiar przekraczający jego życie
i nadałby celowość jego działaniom poprzez odniesienie do rzeczywistości
transcendentnej, którą najczęściej nazywa Bogiem czy bogami. Ten wspólny
dla wszystkich wymiar ludzkiego wnętrza nazwałbym religią. Natomiast dla
przyjęcia objawienia Boga Abrahama, Izaaka, Jakuba i Jezusa rezerwowałbym
termin "wiara". To bardzo pożyteczne rozróżnienie. Pozwala precyzyjnie
określić, o czym mówimy.
Próbując opisać przestrzeń duchową dzisiejszego
świata, warto zastanowić się, jakie idee i prądy umysłowe najsilniej odcisnęły
się na dzisiejszym kształcie duchowości człowieka.
To trudne pytanie. Wymagałoby napisania ogromnego tomu. Jestem głęboko
przekonany, że od jakiegoś czasu przeżywamy zasadniczą przemianę paradygmatu
kultury czy może współistnienie różnych paradygmatów. Co to znaczy? Dla
XIX i znacznej części XX wieku aktualny był paradygmat kultury materialistycznej.
Mam na myśli kult nauki rozumiany jako scjentyzm oraz materializm. Prorokowano
o końcu religii, o zmierzchu sacrum, o oczywistości procesów sekularyzacyjnych
itd. Natomiast w drugiej połowie zeszłego, czyli XX wieku, zaczęto mówić
o znakach wskazujących na powrót sacrum. W wyjałowionym świecie technologiczno-materialistycznym
człowiek nie mógł znaleźć swojego miejsca, stale pytał o sens. Dochodziły
do głosu jego potrzeby duchowe. Okazało się, że paradygmat materialistyczno-scjentyczny
nie był w stanie odpowiedzieć na najbardziej podstawowe pytania człowieka.
Spodziewaliśmy się powrotu ludzi do grzecznej tradycji skanalizowanej
w ustalonych instytucjach życia duchowego, jak tradycyjne Kościoły. Okazało
się, że wróciło "dzikie sacrum" - jak powiedział jeden z antropologów
francuskich - sacrum niezorganizowane, poszukujące nowych form, będące
zarazem powrotem do bardzo archaicznej religijności. Na nowo nawiązywano
do wiary w gwiazdy, los, wróżby. Tym charakteryzowały się archaiczne religie
kosmiczne, zanim zostały poddane profetycznej rewolucji Abrahama, polegającej
na związaniu sacrum z elementem etycznym oraz powinnością wobec Osoby
Boskiej i ludzkiej. "Dzikie sacrum" jest w dużym stopniu stechnicyzowane.
Człowiek poszukuje przepisów na zachowania, podobnych do instrukcji pozwalającej
oswoić nowy gadżet elektroniczny. Sukcesy rozmaitych szkół jogi, oddechów
czy innych płyną stąd, że ludzie poszukują prostych przepisów, które za
cenę pewnego wysiłku czy wytrwałości, dawałyby im udział w wyższym wymiarze
życia.
W nowej, dzikiej duchowości powinność etyczna, czyli odpowiedzialność
za czy wobec człowieka występuje na bardzo dalekim miejscu. Jest to bardzo
niebezpieczne. W tym kontekście interesujące są wypowiedzi nieżyjącego
już myśliciela Emmanuela Lévinasa, który powiada, że prawdziwą religię
należy utożsamić z etyką, to znaczy z powinnością wobec twarzy drugiego
człowieka. Lévinas zdecydowanie wypowiadał się przeciwko odrodzeniu religijnemu,
które miałoby być powrotem do archaicznej, pogańskiej religijności. Twierdził,
że religia to odpowiedź na wyzwanie etyczne, a nie tylko poszukiwanie
estetycznej satysfakcji.
| |
|
 |
|