|
W domu muszę być bardzo grzeczny - wtedy
rodzice są zadowoleni ze mnie: "Jeżeli nie będziesz zachowywał
się przyzwoicie, nie możesz od nas niczego oczekiwać!"
W szkole muszę być dobrym uczniem - wtedy zyskam
uznanie nauczyciela: "Jeżeli nie wykażesz się postępami nie
będzie z ciebie wielkiej pociechy!"
W grupie muszę potwierdzać, że we wszystkim
uczestniczę - wtedy inni mnie lubią: "Jeżeli psujesz zabawę,
możesz zaraz pójść gdzie indziej!"
W zrzeszeniu sportowym muszę pokazać, że coś
potrafię - wtedy przyjęty jestem w pełni: "Jeżeli jesteś zbyt
słaby, nie nadajesz się!"
Tak to jest u większości ludzi - najpierw chcą
wiedzieć, czy zasłużyłem także na ich uznanie - w przeciwnym razie
pozostawią mnie na zewnątrz. Jeżeli niczego nie osiągnę, także jestem
nic nie wart.
Czasami mam już naprawdę dosyć, by musieć stale
udowadniać, że jestem coś wart. Chciałbym być uznawany i kochany
- tak po prostu, taki jakim jestem, także bez wielkich osiągnięć
- także jako "niewydarzony".
Bóg zgadza się na mnie, kiedy jestem
zniechęcony, kiedy jestem nieszczęśliwy. Bóg zgadza się na mnie,
kiedy jestem nieszczęśliwy, niezadowolony, kiedy czuję się samotny.
Bóg zgadza się na mnie, kiedy mam zły humor. Bóg zgadza się na mnie,
kiedy odmawiam.
|
 |
 |
| Bóg zgadza się na mnie,
kiedy serce mam przepełnione smutkiem, własną beznadziejnością,
kiedy widzę swoją słabość i jestem załamany... nawet kiedy
łacina mi nie idzie. |
|
 |
|